W dniu wczorajszym zrezygnowałam z kandydowania do sejmu na listach SLD jako przedstawiciel OPZZ i... ogromnie mi ulżyło.
Cieszę się, że zdążyłam przed opublikowaniem listu przewodniczącego OPZZ Jana Guza do przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego protestującego w sprawie umieszczania wybitnych działaczy związkowych – Leszka Miętka, Henryka Moskwy, Franciszka Potulskiego oraz mnie – kobiety (parytety!) i długoletniej działaczki związkowej - na odległych pozycjach list wyborczych.
Pewnie, że im wyższe miejsce, tym lepiej i dla kandydata, i dla formacji, którą reprezentuje. Pewnie, że kampania wyborcza, to możliwość przekonania szerokiego kręgu odbiorców do swoich idei i programu. Pewnie, że zwycięzcy mają możliwość ich realizacji, ale tylko pod jednym warunkiem – jeżeli je naprawdę mają. Dlatego cieszę się, że moja obecność i pozycja na liście wyborczej nie zależą już od pokrętnych interesów SLD a OPZZ nie musi się już o mnie targować z wątpliwym partnerem.
SLD dobitnie pokazało nie tylko związkowcom, ale przede wszystkim 16-milionowej rzeszy pracujących, że lewicowość ma już tylko w nazwie.
Podpisany 5 sierpnia 2011 r. przez SLD i BCC „Pakt dla polskiej gospodarki” zawiera postulaty, które są bardzo odległe od wartości, o które walczy OPZZ, jak i moich osobistych przekonań, zarówno jako związkowca, jak i ekonomisty.
Programowe zbliżenie SLD i BCC „Gospodarka dla człowieka” to kpina ze wszystkich ludzi pracy i podstawowych wartości lewicowych – sprawiedliwości społecznej, walki z wyzyskiem, równego dostępu do zdobyczy cywilizacyjnych, zrównania praw kobiet i mężczyzn, itd. itd.
Podpisany na początku kampanii wyborczej pakt „Gospodarka dla człowieka” opiera się na założeniu, że człowiekiem jest pracodawca! A pracownik? Zdecydowanie nie!
To dla człowieka-pracodawcy porozumienie SLD i organizacji pracodawców prywatnych – Business Centre Club sformułowało 77 postulatów.
A są wśród nich takie „kwiatki”:
- z obszaru „szybki wzrost gospodarczy”:
- z obszaru „zdrowe finanse publiczne”:
- z obszaru „przyjazny klimat dla biznesu”:
- z obszaru „sprawiedliwy podział”:
Ani słowa o podniesieniu minimalnego wynagrodzenia do poziomu 50% przeciętnego wynagrodzenia, ani słowa o wzroście wynagrodzeń do godziwego poziomu, stabilizacji miejsc pracy, ani słowa o poprawie sytuacji „biednych pracujących” czy ochronie miejsc pracy kobiet, zwłaszcza młodych matek. Ani słowa o likwidacji KRUS, uprzywilejowanych emerytur mundurowych, przywilejów sędziów, prokuratorów, gigantycznych zarobków członków zarządów w spółkach z udziałem skarbu państwa… Ani słowa o proporcjonalnym do dochodów podziale kosztów kryzysu!
Mamy dłużej pracować, pracodawcy przez 15 lat (od 50 do 65 roku życia) będą płacić obniżone składki emerytalne i tak doczekamy – albo i nie – szczęśliwej emerytury. Bez emerytury, bo nie będzie jej z czego płacić! Nasza młodzież wyjedzie w świat „za chlebem” a jej miejsce zajmą wschodni imigranci, bo na nich można najlepiej zarobić. Domy zaczną się walić a urzędnicy kontroli skarbowej będą kłaniać się w pas Panom przedsiębiorcom, bo tworzą dochód narodowy…
Ciekawe, jak stworzyliby go bez nas, najemnych pracowników, dysponując 1 złotym kapitału spółki . Ciekawe, co zrobiłoby państwo bez naszych podatków, ciekawe…
Recept gospodarczych dla naszego kraju zawartych w porozumieniu wolę nie komentować.
Nie akceptuję tego, że lewicowa partia odwraca się do ludzi pracy plecami, by dla przyszłych korzyści zdradzać nas z przedsiębiorcami.
Nie chcę składać obietnic, których nie będzie można spełnić ani udawać, że zaakceptuję wszystko, byleby tylko dostać się do sejmu. Nie chcę zawieść słusznych oczekiwań ludzi pracy, zaprzeć się własnych dążeń, zrezygnować z walki o prawa pracownicze.
Dlatego wolę miejsce w sejmie stracić, niż je z SLD znaleźć…
Przewodnicząca Dolnośląskiego Zarządu Wojewódzkiego OPZZ „Konfederacja Pracy”
Wiceprzewodnicząca KKR OPZZ „Konfederacja Pracy”
Członek RW OPZZ Województwa Dolnośląskiego
Przewodnicząca Zarządu OPZZ „Konfederacja Pracy”
w Banku Gospodarstwa Krajowego
Wrocław, 16 sierpnia 2011 r.
Barbara Kramarz
18 sierpnia